Mam nie boję

Leżę w wodzie ufnie obejmując pamelkę. I jestem przy słowie boja. Bo leżę na środku jeziora i nie bojam się.
To Szaman Budna z Olsztyna poleciła mi nadmuchiwaną bojkę z patentem. Pomiędzy dwiema komorami powietrza znajduje się sucha kieszeń na rzeczy. Fajnie jest schować tam kluczyki i nie fantazjować o tym, że ktoś ci je podpieprzy z brzegu.
Jeszcze milej jest dzięki boi zostawić całą tę opowieść: że nie warto jechać nad wodę skoro zdrowie nie pozwala długo popływać. Że ledwo wejdę, a będzie trzeba wyjść, bo zmęczenie, bo stawy, bo ból. Że: idźmy dalej, wciąż nie wiem, co mi dolega i że to do doopy tak nie wiedzieć.
Zostaje woda oczyszczająca chyłkiem z tego wszystkiego i ufne objęcie pomarańczowej boi, która mnie trzyma. Trzyma mnie razem z wodą i jej wypornością a ja nic nie muszę.
I bać się nie muszę, bo mam boję. Ani o technikalia pobytu w wodzie, ani o to całe chorowanie i o życie w ogóle.







