Lubię rozbierać

Każdy ma jakieś kinki, ja lubię rozbierać. Czasem się budzę ze snu i natychmiast widzę fragmenty dnia, które się wplotły w treść lub formę. Po nich docieram do bielizny archetypów, a jeszcze niżej jest to, czego żaden zunifikowany sennik nie zawrze. Naga moja prawda.
Niedawno mądra babka kazała mi zerknąć na gniazdo szerszeni jak na element snu, choć zaczęły mi się budować nad głową całkiem tu i teraz, w namacalnym i nie śnionym. To pomogło załapać, że dzień zbudowany jest z podobnej struktury jak noc. Dlatego historia i baśnie jadą na tych samych koniach, książętach i smokach, co sny.
Dopiero gdy to piszę, zauważam nie rozebrany jeszcze detal: te pasiaste typki nie wybrały po prostu ściany domu, one wybrały ścianę...sypialni. Jak to mówią, komentarz zbędny. Jestem więc od tego czasu z dużo większą świadomością, że jawosen to dwa elektrony splątane już na wieki. Równie dobrze można to zaakceptować - połączyć dziennik i sennik, oszczędzić przeskakiwania między okładkami.
Siadłem do pióra (choć przecież palca) z intencją ekshibicjonistyczną. W trakcie pisania dotarło, że nie będę Wam opowiadać, jakie apetyczne majtochy znaczeń pościągałem z Mojej rzeczywistości. No proszę 🥸 ! Przywróćmy nieco intymności. Pewnie opowiem to, co ubrane.
Swoją drogą, kto zauważył, że drugi już raz mamy motyw "w trakcie pisania do mnie dotarło"? Teraz rozumiem (to będzie trzecie), czemu w ciszy słyszę coraz bardziej natarczywe "pisz, pisz". Dla mnie pisanie jest jak "muszę to sobie rozrysować by zrozumieć".
Na jawie przyjeżdża dziś pierwszy oficjalny wolontariusz z programu #Workaway. Szykuję mu pokój i łagodnie pielęgnuję nadzieję, że tym razem wpuszczenie "obcego" na chatę nie będzie nadużyciem. Tyle już tu było krzywych akcji łącznie z koniecznością wywiezienia w jedną noc ojcowej kolekcji bimbru i nalewek gdy kumpel kumpla okazał się głęboko w chorobie alkoholowej. Teraz zapraszam przez platformę workawaya, ufając strukturze, która zapewnia jakieś ramy. Oraz pręgierz opinii użytkownika. Staraj się, bo ci dam jedną gwiazdkę. I ja się postaram, bo mi dasz jedną. Gwiezdne plemię 😁.
A adehadowy przelot myśli wykreował pomysł na platformę typu Znany Lekarz, pomagającą znaleźć polecanego specjalistę. Znany Szaman, a gdy ezospecjalista ma za dużo złych opinii, spadek na podstronę Znany Szarlatan. Logo wspólne, w środku jakieś piórko, koralik, szałwia, a wokół napis Znany Sz.
Bo w tym światku rozwoju, mis i gongów, odczytów Akaszy, ceremonii kakao, wszystko się odbywa na poziomie wibracji, intuicji i synchronii. A czasem trzeba zejść do konkretu. Masaż był udany dopóki nie zsunął ręcznika. Po spożyciu widziała/em ciekawe rzeczy, ale prowadzący nie wspiera podróży niczym poza ładną playlistą medicine songs. Po trzech cyklach wizualizowania dostatku w mandalach, oszczędności życia się wyczerpały. Uzdrowiciel miał mi odczepić energetyczne podczepy, ale widzę, że sam się mnie uczepił...
Śni mi się dawna sprawa, katolicki psycholog. Ksiądz prowadzący grupę terapeutyczną. Dobrze żonglujący przeniesieniami, poczuciem winy, wzmacnianiem zależności. Prowadzący grupy nie z kontraktem rocznym tylko "aż wyzdrowiejesz, czyli nigdy". Nadal nie mogący mi przebaczyć odejścia.
Śni mi się jako prowadzący rdzenną ceremonię. A ja: przychodzę tam, bo potrzebuję uzdrowienia. Mam rozgrzebany proces, który wymaga tylko lekkiego popchnięcia by się dokończyć. A on ma bęben, kadzidło, grzechotkę. Więc choć znam jego patologię, podchodzę do kręgu ognia, bo wydaje mi się, że
a) muszę, bo nie widzę w okolicy innego specjalisty
b) to tylko chwilka a ja wiem, co robię, więc się jego grzechami nie ubrudzę.
Taki sen przynosi pomysł na Znanego Duchowego Lekarza. Bo śnię i o sobie i o środowisku, w którym się od paru lat kręcę.







