ZAKSZP

ZAKSZP- taki sobie skrót wymyśliliśmy na coroczne spotkanie. Zlot absolwentów kursu szkoły Permisie. Chodzi o certyfikowany kurs PDC (projektowania permakulturowego) prowadzony przez Wojciecha Górnego (https://permisie.pl)
To już czwarty taki zlot. Ostatni weekend wakacji. Jest kilkanaście osób. Miejscówka na Mazowszu. Staramy się migrować tak, by co roku kto inny miał blisko lub daleko. Oraz po to, by poodwiedzać nawzajem nasze permakulturowe siedliska.

Działanie zawsze jest tym, co nas gromadzi.
Jesteśmy u Janików- młode małżeństwo, niemowlak, nowe siedlisko. Przydatna była więc robota ciężka a podstawowa. Zbiórka drewna z lasu. Przepuszczenie go przez rębak. Wyzrębkowanie drzew w sadzie i podsadzenie pod nimi roślin towarzyszących- krzewów wiążących azot i jagodowych oraz roślin zielnych. Zespołowość ułatwia targanie drzewa z lasu. Ale i sadzonki zdobyliśmy korzystając z siły grupy- każdy przywiózł od siebie z siedliska to, czym mógł się podzielić.




Mnie się trafił wymarzony kąsek- nauka jazdy pożyczonym od sąsiada starym traktorem.

Uczenie pojawia się między nami samoistnie. Tym razem Bartek zaproponował przycięcie winorośli i wdrożył chętnych w podstawy pielęgnacji. Dwa czy dziesięć oczek za gronem? Łatwiej obgadać z kimś prawdziwym, niż brnąć przez jutubowe tutoriale.

To już tradycja, że na zlocie ktoś omawia projekt permakulturowy, nad którym właśnie siedzi. Tym razem padło na Ewę.

Jej mąż za to pokazał nam książkę o ekonomii daru, której tłumaczeniem zajmował się ostatnio.

(Książkę można czytać rozdziałami na blogu wydawnictwa . Na zdjęciu widać też torebkę nasion- nie da się zaprosić permakulturowców bez spontanicznej wymianki materiału siewnego- to się dzieje samo z siebie)
Każdy temat w zróżnicowanym gronie budzi stymulujące dyskusje. Ba, ostatniego wieczoru przy ogniu myśmy tu nawet permaharcerstwo zaczęli zakładać...

Bo poza ciężką robotą i mądrymi panelami zawsze najważniejsze jest tkanie relacji przez wspólne spędzanie czasu.


...przy pysznym jedzeniu, które też przywieźliśmy z naszych farm.

Tak już to rozpracowaliśmy, że warto się umówić na więcej niż dwa dni. Ktoś może być w piątek, ale coś potem ma. Kto inny dotrze na niedzielę. Ale w momencie gdy jest nas sporo, gospodarz oprowadza po siedlisku. Taki spacer pomaga snuć wizję, coś rozjaśnić dzięki obecności sporej bandy projektantów.

Tu Ewa pokazuje teren, gdzie myśli za parę lat rotacyjnie wypasać stadko kóz.
Zawsze można podłapać jakieś fajne rozwiązania. Popatrzcie na to okno będące równocześnie podręczną tablicą. A pomysł zaczął się od tego, że gospodarze główkowali jak sprawić, by ptaki nie obijały się w locie o duże okno salonu. Naklejki? A może by samodzielnie narysować na szybie te kropki? A może bazgroły na szybie mogą mieć dodatkową funkcję? Tak się to robi po permakulturowemu. Kumulujemy funkcje w jednym rozwiązaniu zamiast mnożyć różne jednofunkcyjne elementy.

Jeśli okolica ma coś do zaoferowania, warto wydusić chwilkę, by skorzystać. Tym razem zainteresowani wybrali się ostatniego dnia na wiszący most nad Liwcem. Trochę tańczy pod stopami!

Ktoś by mógł pomyśleć, że tworzymy małą, zwartą ekipkę. Hermetyczną, pewnie dzięki temu tak zgraną. Gdzie tam! Ania policzyła, że nie ma osoby, któraby uczestniczyła we wszystkich czterech zlotach. Skład się wymienia. Dołączają zeszłoroczni absolwenci. Na zlot może wbić każdy, kto ukończył kurs PDC u Wojciecha.

i te permisiowe koszulki... raz na jakiś czas Wojtek robi dodruk. Jak lans, to na zielono <3







