Kupił i nie wysiał

2026-02-14
duża donica z kiełkami lub microgreen

Zeszłej wiosny siedzieli u mnie znajomkowie/wolontariusze. Voyk kupił dwie paczki nasion na kiełki, ale na tym się skończył jego wkład w akcję "chcę świeże kiełeczki". Bywa. Ten gość jest idealny w inicjowaniu projektów, nie w ich wdrażaniu. Napatoczyły mi się one przy porządkach i zostały wstawione w kiełkownicę (mam takie proste korytko z sitkiem, służy mi wiernie już ze dwadzieścia lat). Jak to możliwe, że tak się zaczyna kolejna opowieść o permakulturowej filozofii?

Były smaczne. Zjadane systematycznie w rytmie kiełkowania kolejnych sztuk. Ale po iluś dniach na tacce została kisnąca bida z nędzą. Cóż, słaba kiełkowalność. Ta jedna czwarta opakowania po prostu nie ma już zdolności.

Gdyby na gospodarstwie były teraz kurki, resztka nasion trafiłaby do nich. Ale przed wizją wrzucenia ich po prostu w wiaderko z kompostem coś mnie powstrzymało. Trafiły więc do donicy, która przez całą zimę pełni głównie zaszczytną funkcję podstawki pod świeczkę czy kadzidełko. Trafiła z balkonu do domu jesienią, gdy wydawało się, że rosnące w niej koktajlowe pomidorki nie zostały zapoznane z zarazą ziemniaczaną. Był plan spróbować przedłużyć im sezon. Niestety, padły na zarazę zanim się obejrzałem by zareagować. 

Dziś barokowe opisy, ale kryje się w nich prosta przyczynowo-skutkowość. Czemu nieobsadzona donica wala się zimą po domu? Jakie drzewko decyzyjne doprowadziło do decyzji: rzućmy te nasiona do doniczki, może coś jeszcze skiełkuje?

No i tu wchodzi piękne określenie "late bloomers". To artysta, co pierwsze dzieło opublikował po pięćdziesiątce. Naukowiec, którego ważkie odkrycie przypada na okolice emerytury. Mam gąszcz rzodkiewkowych i soczewicowych microgreensów i choć podjadam je codziennie, wcale nie widać, by ich ubywało. W kiełkownicy zaczynały już kisnąć mimo codziennego przepłukiwania. Rzucone na glebę i przykryte odrobiną ściółki (co tam było z wierzchu donicy), pokazały, że mają wolę życia.

A mogły wylądować w kompoście...

Myślę, że wielu osobom z doświadczeniem ubóstwa, czy to własnym czy przekazanym w historii rodzinnej, permakulturowa zasada "domykania cykli" wyda się tylko i aż, zaradnym gospodarowaniem.

Gdy znam niedostatek, nie wyrzucę czegoś, zanim nie przeanalizuję, czy się nie da tego naprawić albo znaleźć alternatywnego zastosowania. Gdy wiem, że jestem częścią złożonych cykli przyrody, nie spocznę dopóki nie przeanalizuję, czy mi gdzieś cenna energia czy materia nie ucieka. Chodzi o to, by takie myślenie stało się drugą naturą.

W typowym projektowaniu czy to dużego siedliska czy malutkiej działki ROD, projektant permakulturowy zawiera kilka "must do", które temu służą.

analiza sektorów

Wyznaczając, z której strony wieje, gdzie jest cień a gdzie słońce, projektant zapewnia optymalne posadowienie budynku (gdzie duże okna, by łapały zimowe słońce, która strona osłonięta wiatrołapem) i rozplanowanie nasadzeń. W to wchodzi wiele praktycznych triczków- jak uniknąć zastoiska mrozowego mimo, że ukształtowanie terenu mu sprzyja, jak tzw pułapką słoneczną zmaksymalizować nagrzanie ciepłolubnych upraw...

wyznaczenie stref

Projektowanie permakulturowe zakłada podział siedliska na pięć stref - za strefę zero przyjmujemy budynek mieszkalny, strefa pierwsza to ta najbliżej, gdzie chadzamy najczęściej. Strefa piąta zaś, konieczna, by projekt uznać za permakulturowy, to strefa dzika, gdzie ingerencja człowieka jest bliska zerowej. Nawet maleńka działka rodosowa może mieć taką strefę- np stertę starych gałęzi i liści zostawioną w kącie ogrodu i stanowiącą zimowisko dla jeża i kryjówkę dla jaszczurki i zaskrońca. Wracając do umęczonego życiem gospodarza, któremu brakuje zasobów, by spiąć to wszystko...

Umieszczenie zwierząt gospodarskich niezbyt daleko od domu zmniejsza codzienny wysiłek ich doglądania. Jeśli dom stoi w głębi działki, to choć brama leży od niego naprawdę daleko, możemy tam umieścić wysepkę strefy pierwszej, bo codziennie wjeżdżając i wyjeżdżając będziemy tam przystawać i otwierać ją. Możemy zatem umieścić tam donicę ze zwisającą truskawką. Nie zabraknie jej naszej uwagi zarówno gdy trzeba obrywać nadmiarowe wąsy, zauważyć chorobę liści czy... regularnie zbierać owoce. Jeżeli jednak tak zrobimy, pamiętajmy, by mieć pomysł na wygodne podlewanie - uprawy w donicach przesychają bardziej niż te w gruncie.

Na obrazku z mojego projektu zaliczeniowego widać bardzo "pobałaganiony" układ stref. Wynika to ze specyfiki klienta. Jest to spora działka mająca mieścić ośrodek rozwoju duchowego. Mieszkańcy i goście odprawiają rytuały w dzikiej przyrodzie. Niektórzy z nich każdy dzień zaczynają od wycieczki do ważnych obiektów przyrody leżących na czterech kierunkach świata. Skoro zatem ważna dla nich stara wierzba będąca "południowym ołtarzem" leży na dalekim krańcu działki, będzie regularnie odwiedzana. Warto pomyśleć o choćby niewielkim działaniu, które można połączyć z tymi codziennymi wędrówkami, by nie robić, jak to mówi moja mama, "pustego przebiegu". 

Dobre zaplanowanie stref pozwala zoptymalizować wysiłek wkładany później w codzienną obsługę elementów siedliska. Tu wchodzą też, znakomicie rozkminione przez ludy wulkanicznych archipelagów, drobiazgi typu: jeśli zagrody zwierząt leżą na zboczu powyżej upraw, deszcz i grawitacja nawiozą uprawy bez twojego wysiłku. 

zatrzymanie wody w siedlisku

Woda to kluczowy zasób. Zadaniem projektanta jest zadbać o jak najlepsze jej wykorzystanie. Wiele technik wykorzystywanych w permakulturze ma za zadanie spowolnić odpływ wody z siedliska. Należy zadbać, by każda płaska i niewsiąkliwa powierzchnia (droga, parking, dach) została podłączona pod system zbioru wody deszczowej. Ważne jest też spowalnianie spływu deszczówki w terenie- służy temu zarówno gruba warstwa ściółki i próchnica chłonąca wodę dzięki swoim właściwościom chemicznym jak i działania inżynieryjne. Jeśli na działce jest choćby niewielkie nachylenie terenu, warto wykopać rowy konturowe. Innym rozwiązaniem jest tzw. keyline design. (tu przeczytasz merytoryczną relację z budowy konkretnego rowu)

Szkicyk zawiera na czerwono wszystkie twarde powierzchnie. Najpierw nanoszę je na mapę, dopiero na tej podstawie rozważam całościowy obieg wody na działce
Szkicyk zawiera na czerwono wszystkie twarde powierzchnie. Najpierw nanoszę je na mapę, dopiero na tej podstawie rozważam całościowy obieg wody na działce

Dla mnie planowanie, by woda z niewielkiego daszku kurnika się nie zmarnowała, jest zupełnie tą samą jakością, co zawahanie się, czy te nie kiełkujące nasiona wyrzucić, czy można spróbować je zagospodarować.

Jak widzisz, projektowanie permakulturowe jest bardzo bogate w elementy i wszystkie one składają się na ostateczny sukces. Jeśli interesuje cię dowiedzenie się podstaw, zerknij na edukacyjne materiały na youtubie umieszczane od lat przez Wojciecha Górnego. A gdy to za mało, z całego serca polecam zdecydowanie się na kurs u Wojciecha. To jedyny kurs PDC (Permaculture Design Certificate), który odbywa się w języku polskim. Jak co roku, kurs rusza w styczniu, dopisać zaś można się jedynie do końca dnia w Walentynki (14.02, godz 23:59 :) ).

kurs projektowania permakulturowego prowadzony przez www.permisie.pl
kurs projektowania permakulturowego prowadzony przez www.permisie.pl

Moje ostatnie wpisy

zdjęcie

Zajrzyj do mnie

Przyroda, slow life, DIY, no waste, upcykling, babskie rolnictwo, permakultura, kiszonki, ekologia, dobre życie. Zapraszam.

Dojazd do gospodarstwa

Skontaktuj się jeśli chcesz przyjechać i kupić moje produkty.

Telefon (+48) 660-132-404
Adres: Parcele Łomskie 16 E 06-500 Mława, na skraju Mazowsza i Mazur

© 2021-2025 Chaszcze Gospodarstwo Permakulturowe. Strona zbudowana w Najszybsza.pl